sobota, 26 lipca 2014

ROZDZIAŁ X - Dissensio

Ha. Ha! HA!
Ja naprawdę mam niesamowite tempo, ale wreszcie udało mi się napisać ten rozdział. Nieco nudnawy, krótszy od poprzednich o 2-3 strony, ale na koniec historia w miarę ciekawa. Żywię taką nadzieję. Muszę go wstawić w stanie takim (w razie znalezienia jakiś błędów proszę mi to wytknąć), jakim jest, albowiem o godzinie 5 nad ranem (!) wyjeżdżam pociągiem hen w pii....!... daleko. Yaku, czekaj na mnie grzecznie.
Wena doskwiera mi na wiele różnych sposobów, więc bardziej ostatnimi czasy oddawałam się rysowaniu niż pisaniu i oto mamy efekt. Miałam pomysł, by przetłumaczyć całość na angielski (w ten sposób, nie oszukujmy się, czytelników będzie więcej) albo zrobić mangę, co jednak byłoby nie lada wyzwaniem dla moich skilli, cierpliwości i nerwów.
No i leń ze mnie.

手の中りんごが君の想いを食べたいよ
te no naka ringo ga kimi no omoi o tabetai yo


========


 Kuuhaku pierwszy otrząsnął się z odrętwienia.
- Jaja sobie ze mnie robisz, ryży gnojku? - warknął. Jednakże czuć było, że nuta pewności siebie w jego głosie była nader wymuszona. - Myślisz, że jak wygrzebiesz z dna mojej głowy imię matki, to wtedy możesz...
- Przedstawiłem się jako Pan Fałszu, nie mogę temu zaprzeczyć, lecz w tak ważnej kwestii bym nie kłamał. - Mefistofeles wydał się nieco urażony.
Łańcuchy białowłosego z charakterystycznym dla siebie metalicznym łomotem upadły na podłogę, gdy ten w bezsilności zwiesił swe silne ramiona. Elda również poczuła, jak jej kolana stają się miękkie, a ciężar ciała staje się dla nich nadmierny. Przysiadła na schodach.
- Żeby w taki sposób... się dowiedzieć... - dziewczynie zabrakło sił które pozwoliłyby jej podnieść wzrok. Rudowłosy Książę ostentacyjnie włamał się do ich głów i zanim się spostrzegli, wyciągnął na wierz tak ważną informację. Silencio mówił o jakieś wiadomości, którą zostawiono na dnie ich świadomości, nie o więzach rodzinnych. Ale skoro jej domniemany brat (słowo to w stosunku do Kuu napełniło ją obrzydzeniem) jest diabłem, musiało to oznaczać, że i ona nie jest czystej krwi anielicą. Nieczęsto myślała o rodzicach, jednak teraz była zaskoczona faktem, iż mogli być jedną z tych „wyzwolonych par Helliady”: związkiem z dwóch całkiem przeciwnych gatunków. Mimowolnie nasunęło jej się na myśl, że w takim wypadku zostanie dziewczyną Shiro nie byłoby złym pomysłem.
- Więc ta... - Kuuhaku, czy też Elyah, drżącą ręką wskazał na Eldę, ale nie śmiał jej już nazwać w sposób, w jaki zwykł to robić – ta dziewczyna jest moją siostrą?
- Mogliście się dowiedzieć później, jednakże chciałem koniecznie zobaczyć wasze miny. - zachichotał Mefisto. Widać było wyraźnie, iż obserwacja reakcji białowłosego rodzeństwa sprawia mu niezmierną radość. Rzucił okiem na Shiro, jakby oczekując, że ten podzieli jego fascynację. Jednak chłodne oczy blondyna wyrażały jedynie niczym nie zmąconą powagę.
- To było zbyt bezpośrednie, Mefistofelesie. - rzekł. - Obawiam się, że samotność odebrała ci poczucie taktu.
- Mój siostrzeniec jak zwykle opanowany! - rudzielec wciąż był rozradowany.
- Owszem, władza nad emocjami jest moją specjalnością. Nie jestem pewny co do tej dwójki. - spojrzenie blondyna objęło Kuuhaku i Eldę. On stał, ze zmarszczonymi brwiami wpatrując się w swoje stopy, ona siedziała na stopniu schodów, twarz kryjąc w drżących dłoniach. Shiro zaczął się wspinać w jej stronę. - Zapewne to nie była ta informacja, której szukamy, a ty już taką bzdurą namieszałeś im w głowach, Mefistofelesie. To nie było rozważne.
Był już dostatecznie blisko, by objąć anielicę. Sam nie darzył swojej siostry przesadną sympatią, jednak relacja między Eldą a Kuu była jeszcze bardziej niezdrowa, chociaż sam nie wiedział, dlaczego tak się stało. Mógł tylko wyobrażać sobie jaki szok mogła przeżywać dziewczyna, wiedząc, że jedynym członkiem jej własnej rodziny i jej bratem jest diabeł, do którego żywi czystą nienawiść.
Shiro usiadł obok niej i już miał poczuć jej ciepło na swym ciele, lecz dokładnie w tej chwili anielica powstała. Skrzydła jej były nieco uniesione, jakby w bojowym nastawieniu, ale twarz pozostawała kamienna.
- To nic nie zmienia. - rzuciła twardym tonem. Kuuhaku nadal nie mógł spojrzeć w jej stronę. - Żyjemy od ponad stu lat w nieświadomości. Nawet kiedy się poznaliśmy kilka dziesięcioleci temu, kiedy pierwszy raz skoczyliśmy sobie do gardeł, to nie znaliśmy prawdy. Mimo tego, zawsze byliśmy rodzeństwem, czy nam się to podoba czy nie. To nasze spojrzenie na świat się zmieniło, nie rzeczywistość. - postąpiła kilka kroków w dół schodów. - W ten sposób wyczerpujemy temat.
- Cudownie. Też nie chcę o tym gadać. - burknął Kuuhaku. Jego łańcuchy zniknęły, ale nie podniósł głowy. - Chcę tylko zobaczyć tę cholerną wiadomość i wrócić do normalnego życia. Więc zrób coś pożytecznego, ryży gnojku, a zaraz później już nas nie będzie.
Mefisto uśmiechnął się tajemniczo i jednym susem znalazł się przy fortepianie. Jego długie, chude palce płynnie zatańczyły na klawiszach z kości słoniowej, a od delikatnej muzyki wszystkim zakręciło się w głowach. Elda znów musiała szukać oparcia na jednym ze schodków, a Kuu i Shiro wsparli się o najbliżej stojące meble. Melodia rozbrzmiała tak nagle, tak nieoczekiwanie...
- Chcecie się dowiedzieć? - zapytał rudzielec, tłumiąc śmiech. Utwór przezeń grany przeszedł od klasycznej kompozycji w ciepły jazz. Jego zielone oczy z zadowoleniem podziwiały trójkę „gości”, którzy zaczęli doznawać dość solidnych zawrotów głowy. To tylko go zachęciło do dalszej gry. - Więc zapewne nie będziecie mieli nic przeciwko temu, co zaraz...
Fałszywy ton. Muzyka mieszająca w błędniku ustała, kiedy Mefistofeles, prawie przerażony, odskoczył od fortepianu. Pomylił się? Jakim cudem? Był tak wprawny w grze, iż mógłby bezbłędnie wyczarować dowolną melodię na jakimkolwiek instrumencie, nawet przez sen. Możliwość, że osunął mu się palec była zerowa. A może nie była to jego wina, tylko...?
- Dobra, ryży gnojku. - zanim Książę zdążył pomyśleć, silna dłoń Kuuhaku złapała go za fraki i uniosła do góry na całe pół metra. - Nie wiem, w co ty się bawisz, ale lepiej to wytłumacz! - syknął białowłosy diabeł, wściekły jak rozjuszona osa. - W innym wypadku wybierzesz sobie jeden z dwóch sposobów na śmierć, które dla ciebie wykombinowałem. Pewnie już sam dobrze wiesz, co mam na myśli.
- Wybieram sposób numer trzy! - rudzielec zachichotał nerwowo, starając się jakoś wyswobodzić z uścisku, jednak ten pozostawał żelazny.
- O ty zboczony knypku... - mimo złości, Kuu wyszczerzył się szaleńczo. Jednym pomysłem było zgniecenie rudego łańcuchami, drugim zaszlachtowanie go gołymi rękoma. „Sposób numer trzy” jedynie ledwo zamajaczył na skraju jego świadomości, ale rudy wyhaczył tą ideę bez problemu. Skubany...
- Jednakże wolałbym uwolnienie mojej osoby. - ciągnął dalej Mefisto. - Wtedy będę mógł odpowiedzieć na pytanie, gdyż, jak się domyślasz, ta pozycja nie jest zbyt przyjemna.
Nie myśląc o „przyjemnych pozycjach”, Kuuhaku rzucił rudzielcem prosto na schody, tak jakby ten nie ważył więcej od torebki herbaty. Białowłosy nigdy nie uznawał hierarchii, nawet wśród diabłów, toteż nie miał zamiaru okazywać szacunku komuś, kto bezceremonialnie włamał się do jego umysłu, nawet jeśli napastnik był jako takim księciem. Z drugiej strony bawiło go nieco przerażone spojrzenie Tsukiego, którego zaskoczył taki sposób traktowania jego wuja.
- To gadaj, ryży gnoju, co masz do powiedzenia.
Mefistofeles z lekkim trudem wstał na nogi. Siła tego przystojniaka z długimi włosami imponowała mu, lecz jeśli tak dalej pójdzie, będzie musiał coś zrobić z tą niesubordynacją. Coś bardzo nieprzyjemnego.
- Więc tak: muzyka miała ułatwić mi dostęp do utajnionej części waszych umysłów, bo tam znajduje się to, czym tak się interesujecie. Jednakże – westchnął głęboko, wręcz teatralnie – jesteście tak niezgrani ze sobą, że dotarcie do tamtego miejsca jest niemożliwe.
- Co to znaczy: niezgrani? - nieśmiało odezwała się Elda. Ale znała już odpowiedź.
- Jak długo będziecie w niezgodzie, droga anielska panienko, tak długo dostęp do tego obszaru pozostanie niedostępny. - Mefisto rozłożył ramiona, nadal nieco dramatyzując swoją gestykulację. - Bardzo mi przykro, ale ja tworzę jedynie iluzje, nie cuda.
Zapadła cisza, wypełniona zdziwieniem i rezygnacją. Pogodzić Eldę i Kuuhaku? Tak nagle? Oboje wiedzieli, że nie nastąpi to teraz, a także prawdopodobnie nigdy później. Żadne z nich też nie miało na to najmniejszej ochoty.
- Nic tu po nas. - burknął Kuu. Nie oczekując na zezwolenie czy protest, obrócił się na pięcie i zwrócił w stronę wyjścia. Jednakże, zanim Elda zdążyła się ruszyć, zanim Shiro zdążył objąć dziewczynę w prawie obronnym geście, nastała całkowita ciemność. Ciemność gęsta, kleista, prawie namacalna. Nie było wiadomym, czy to działo się naprawdę, czy po prostu odebrano im zmysł wzroku: przed oczyma mieli tylko głęboką czerń.
- Myślicie, że zaglądanie do waszych zawszonych umysłów jest dla mnie jakąś przyjemnością?! Że lubię to robić?! Nie! - głos Mefistofelesa zabrzmiał we wnętrzu głowy każdego z nich, straszny, maniakalny, zwielokrotniony. Demoniczny. - Wasze durne, ograniczone myśli same pchają się przed moje oczy! Widzę je wszędzie, ciągle! U każdego!
Anielica spróbowała się ruszyć, jednakże w tej samej chwili stwierdziła, iż nie czuje żadnej z kończyn. Czy one w ogóle istniały? Może była już duchem? Jednak teoretyczny brak ciała nie odebrał jej słuchu.
- Nawet nie wiecie... Nie macie pojęcia... Jak wielkie to brzemię, jak bolesne... Oddałem wam przysługę, a wy chcecie odejść bez zapłaty? Otóż zapłacicie...
- Współczuję, ale nie mamy ochoty ani czasu na te gierki, ryży gnoju. - usłyszała gdzieś pełen dezaprobaty głos Kuuhaku.
- Mówiłem, że przychodzenie tutaj to zły pomysł. - gdzieś obok niej musiał stać Shiro. - Lecz, niestety, uparliście się jak para osłów.
- Chwila moment! - spróbowała odezwać się sama. - To będzie nieco głupie, Mefisto, jeśli zrobisz coś swojemu siostrzeńcowi, jego - przełknęła ślinę, lub przynajmniej zdawało jej się, że tak zrobiła – przyjaciółce i jej rodzonemu bratu? Nikt się nie wkurzy o to?
- Błędnie odczytaliście moje intencje. - zachichotał Mefistofeles. - Nic okropnego wam się nie przydarzy, o ile grzecznie i pokornie będziecie mi służyć!
- O, ludzie... - jęknęła Elda. - Shiro, przypomina ci coś takie zachowanie?
- Nie chcę o tym teraz mówić. - usłyszała zniesmaczony ton blondyna. - Raczej radziłbym się zastanowić, jak wybrnąć z tej sytuacji.
- Moglibyśmy atakować na oślep – rzucił Kuuhaku obojętnie – ale za cholerę nie wiem, gdzie ryży gnojek stoi.
- Fakt, to utrudnia zadanie, ale nie uniemożliwia go.
- Mówisz, Tsuki? To jaki jest pla...?
- MILCZEĆ! - ryknął poirytowany Mefisto. Ciemność jakby zadrżała. – NIGDZIE SIĘ STĄD NIE RUSZYCIE!
- Zluzuj portki, ryży! - zaśmiał się Kuu, ale po chwili dodał. - Ale nie w TYM sensie...
- Więc chcecie go zaatakować, chłopaki? - Elda wreszcie dołączyła do rozmowy, zaskoczona i zarazem przerażona spokojem, z którym dwójka diabłów omawiała sposób swojego działania, i to tuż pod nosem oprawcy. Czuła się zdezorientowana. - Przecież my nie mamy... nie mamy ciał!
- To tylko iluzja, Eldo. Jeśli sobie uświadomisz ten fakt, będziesz wolna.
Uspokoiła się. W tej chwili głos Shiro, który łagodnie rozbrzmiał w jej uchu, był wszystkim, co chciała słyszeć; sprawiał, że drżała. A to oznaczało, że jej ciało nie zniknęło, że ciągle w nim jest! Nawet poczuła zimną kolbę muszkietu w pod dotykiem swoich chudych palców.
- Dobra, chłopaki. - uśmiechnęła się do siebie. - Pozwólcie, że ja się tym zajmę!
Nie wiedziała gdzie. Nie miało to zresztą znaczenia. Zignorowała dźwięk skrzypiec, który nagle włamał się do jej umysłu, chcąc nim zapanować. Strzeliła.
Z jakiegoś powodu wiedziała, że tak będzie. Wystrzał zalśnił błękitem, mocniej niż zazwyczaj. Zdarzyło jej się to po raz drugi, ale tym razem nie była zaskoczona. Będzie musiała się dowiedzieć, czemu tak się dzieje. Ale nie teraz. W tej chwili może dziać się, co tylko zechce.
Ciemność zadrżała od uderzenia. Ale w co ładunek uderzył, ciężko było zgadnąć. Muzyka utraciła swoje brzmienie, a błękit objął wszystko i nic. Nagle ogarnęła ich oślepiająca jasność. Elda zaczęła się martwić, że jej anielska moc, tajemniczo nader wielka, skrzywdzi innych. Lecz tak się nie stało.
Światło wróciło do natężenia, jakie dają kryształowe żyrandole. Jeden taki zwisał z równie ozdobnego sufitu. Elda nieco zachwiała się na nogach. Znajdowała się w dość przepastnej, ładnej sypialni, wystrojem przypominającej komnatę Mefista, w której dopiero co byli, jednak na pewno nie było to to samo pomieszczenie. Nie stała tutaj taka armia instrumentów, zwyczajnie by się nie zmieściła. Fortepian i tak zajmował prawie ćwierć powierzchni pokoju, a całą resztę meble, sztalugi i blejtramy, łoże oraz standardowe meble, jakie można znaleźć w każdej sypialni.
Ulgą dla dziewczyny był widok Kuuhaku i Shiro, nieco osłabionych, jednak nadal żywych, chociaż strzał musiał ich zwalić z nóg. Za to na łóżku leżał prawdopodobnie nieprzytomny Mefistofeles.
- To było interesujące, Eldo. - pochwalił blondyn, usiłując wstać. Musiało kręcić mu się w głowie.
- Tak, bardzo. Niech tego już więcej nie robi! - warknął Kuu. - Przynajmniej ryży „odleciał”... I w ogóle, co to za miejsce?
- Elda zniszczyła barierę Mefistofelesa. - stwierdził śniadoskóry. - Więc nie jesteśmy już pod jego wpływem.
- Oh... ś-świetnie... - jęknęła anielica. - I co teraz robimy?
- Proponuję – Shiro niepewnie spojrzał na bezwładne ciało swojego wuja – wiać.

Pospiesznie otwarty portal pozwolił im zniknąć z „miejsca zbrodni” i znaleźć się pod bramą pałacu Tsukich. Nie był to jednak zbyt dobry pomysł, bo przewalał się tam tłum diabłów handlarzy i kupców tak gęsty, że omal nie zmiażdżył pod swym naporem dwójki diabłów i anielicy, jednak ta była w jakiś sposób przez nich chroniona. Teraz dopiero sobie uświadomiła, że przez cały ten czas zwiedzała tę ogromną posiadłość od środka, ale nigdy nie widziała jej z zewnątrz. Gdy tylko się rozejrzała, odczuła lekkie zawroty głowy, podobne do tych, które wywoływała muzyka Mefistofelesa. Dotarło też do niej, czym tak naprawdę jej Piekło, a o jego formie słyszała tylko w plotkach.
Więc, gwoli wyjaśnienia, Czeluść, Otchłań czy po prostu właśnie Piekło było niczym innym niż kompleksem setek jaskiń ciągnących się w nieskończoność w bliżej nieokreślonych podziemiach. Wrażenie robiły rozmiary tych jaskiń, wysokie i szerokie na dziesiątki kilometrów. To wystarczająca ilość miejsca by pomieścić dzielnicę, posiadłości, a nawet całe miasta.
Pałac znajdował się w jednej z tych średniej wielkości grot. Nie potrzebował nadmiernej ilości miejsca. Brama i zdobiony front pałacu zostały wyryte w litej skale, a cała jego reszta, ogrom komnat, korytarzy i sal: w jej głębi. Do wejścia prowadził długi na kilometry i szeroki na metrów setki most z solidnego, czarnego kamienia. Elda niepewnie spojrzała za barierkę. Pod nimi wiła się rzeka bulgocącej magmy.
- Jak wylecisz, to nie będę cię łapał. - usłyszała Kuuhaku tuż nad swoją głową.
- Nie potrzebuję twojej pomocy. Shiro, dlaczego nie przeniosłeś nas od razu do środka?
- Wybacz. - zmieszał się blondyn stojący zaraz obok niej. - Nieco spanikowałem.
- No, no! Ultra-spokojny Tsuki stracił nad sobą kontrolę! Czekaj, wpiszę to do swojego kalendarza. - zadrwił białowłosy.
- Jak się nie uciszysz, to sam cię zepchnę tam na dół. - rzucił Shiro. - O ile oczy mnie nie mylą, matka skrzydeł ci nie dała.
Elda i Kuuhaku zastygli i po raz pierwszy spojrzeli w swoją stronę. Wspomnienie matki sprawiło, że fakt ich pokrewieństwa nagle stał się bardzo bolesny i irytujący. Dziewczyna zauważyła, że jej brat jest równie zniesmaczony, ale również, co stwierdziła z ulgą, przerażony jak ona.
- Przepraszam... znów się zagalopowałem. - jęknął blondyn.
- Nie to nic. Nie ma o czym gadać. - ucięła anielica. - Wracamy do domu. A mój braciszek też powinien... Zniknąć mi z oczu.

Był zaskoczony, wstrząśnięty, wściekły, a gdyby tego było mało, zaczęło mu się kręcić w głowie. Kuuhaku nieco zbyt gwałtownie zatrzasnął za sobą drzwi swojej klitki, czym przestraszył puchatego kotka, który smacznie drzemał na poduszce. Zwierzak podskoczył i miauknął w przerażaniu. Diabeł natychmiast zrozumiał swój błąd i troskliwie wziął malca w ramiona. Czuł, jak pod sierścią w przyspieszonym tempie bije serduszko.
- Znowu musisz mi wybaczyć, mały. Po prostu mam kiepski dzień. - chłopak położył się na wznak, wykończony myślami, a kotek ufnie zwinął się na jego brzuchu, pomrukując cicho.
Nie pamiętał nawet ich twarzy, nie potrafił przypomnieć sobie barwy ich głosu. Rodzice odeszli z jego życia już dawno temu i nie zajmowali w jego pamięci żadnego ważnego miejsca. Kuu nawet nie miał nawet specjalnie czasu, by myśleć o swojej matce czy ojcu. Wiedział tylko, że jego wspomnienia z pierwszych lat dzieciństwa były wspaniałe, ale nagle... Nawet nie potrafił dokładnie powiedzieć, co się stało. Gdzieś na dnie umysłu świtało mu wspomnienie zapłakanej matki, a zaraz później: brudne ulice obrzeży Piekła. Nigdy nie dowiedział się, jak się tam znalazł. Był wtedy mały, chudy i słaby. Z lekkim uśmiechem wspomniał obraz samego siebie, nieumiejącego nawet unieść swojej stalowej broni. Szukał swojego domu wszędzie, ale nie potrafił go znaleźć. To była dziwna sytuacja, przerażająca i rozpaczliwa dla małego, mentalnie pięcioletniego diabełka. Jednakże szybko wziął się w garść, przestał wracać do tego, co było i czego już nie odnajdzie. Stał się nieufny wobec innych, samowystarczalny, lecz tylko na tyle, na ile pozwalały mu warunki. Szwendał się po brudnych rynsztokach tu i tam, od czasu do czasu kradnąc niewielkie ilości jedzenia, by nie umrzeć z głodu, a w tamtym czasie niewiele do tego brakowało. Chociaż dobrze pamiętał, jak nazywali się jego rodzice, jego własne imię zaczęło się rozpływać w świadomości, a siostrzyczki całkowicie gdzieś przepadło. Pamiętał tylko, jak jakaś banda roześmianych Azjatów przeszła obok niego, kiedy kulił się wygłodniały w cieniu jakieś rudery. Nie rozumiał ich mowy ani trochę, ale zapamiętał słowo, które jeden z nich wypowiedział, przyglądając się osłabionemu chłopcu w łachmanach jak małpie w zoo: „Kuuhaku”.
„Pusty”. Tak, wtedy w oczach miał tylko pustkę. Zaczął sam na siebie mówić w ten sposób, a „Elyah”, który żył kiedyś radośnie w ciepłym rodzinnym domu, umarł śmiercią naturalną.
Nie wiedział dokładnie, kiedy to się zaczęło. Jakiś bogacz zainteresował się nim. Zapewne zobaczył, jak kradnie jabłka ze straganu i znika w norze kilka przecznic dalej. Mężczyzna czasem go zagadywał, czasem tylko towarzyszył, a nawet przynosił jedzenie, ale w swojej upartej nieufności Kuu nie odzywał się ani słowem, wręcz ignorował tego diabła. Po jakimś czasie tamten przedstawił się jako Silencio, ale na chłopcu nie robiło to najmniejszego wrażenia. Widział tego czarta co kilka dni, starając się go powoli unikać. Aż doszło do przełomu.
To, że jabłka znikały ze straganów w okolicy, było już wiadome. Ktoś najął szajkę przypakowanych diabłów, by nieco przytemperowała złodziejaszka. Nieco. Jednak dla nich to był tylko pretekst, by się zabawić. Bez problemu zauważyli małego, białowłosego diabełka, który na ich widok uciekł w popłochu z tuzinem jabłek w rękach. Nie ważne, jak szybko uciekał, jak rozpaczliwie chciał się schronić: osaczyli go, skopali, pobili. Teraz nie stanowiłoby to dla niego problemu: jego skóry nie da się uszkodzić ani przebić, ale wtedy ta zdolność była w stanie jedynie zalążkowym, co uratowało go od utraty życia. Mimo wszystko do dzisiaj nie wiedział, jakim cudem udało im się wyrwać, jednak nie na długo. Dopadli go na krańcu dzielnicy, przy przepaści nad jeziorem lawy. Pamiętał, że mieli psa. Coś, co miało wyglądać jak pies. A może dzik? Jedynym pewnikiem było, iż to stworzenie miało mocne szczęki. Banda ze śmiechem patrzyła, jak to stworzenie bestialsko wgryza się w ogon diabełka i szarpie z całej siły. Kazali mu trzymać go w ten sposób nad urwiskiem i gryźć tak długo, aż włókna puszczą i dzieciak zleci. Kuuhaku nie wiedział, co się dokładnie wtedy działo. Krzyczał z bólu a oczy miał pełne łez. Wiedział, że zaraz zginie. Jedyne, czego chciał, to wrócić do mamy, do taty.
Stał się cud. Kolec ogona nie wytrzymał i rozdarł się. Chłopiec zaczął spadać, w duszy dziękując, że to już koniec, z drugiej strony nie chcąc umierać. Jednak ktoś go złapał. Czyjeś ramiona przycisnęły go do siebie, ale przez załzawione oczy nie widział wiele. Gdzieś tam majaczył jego zakrwawiony ogon i... jeszcze więcej krwi?
Z czasem dowiedział się, co się stało. Uratował go Silencio, który we wściekłości pokroił bandytów w plasterki. Wtedy nie zastanawiał się wiele. Zabrał znajdę do swojego domu, dając jej nowe życie i zaskarbiając sobie dożywotnią wdzięczność chłopca...
Kuuhaku zamrugał. Musiał przysnąć, tak jak kotek, którego ciężar i ciepło czuł wyraźnie. Coś go jednak wybudziło.
Po raz kolejny rozbrzmiało pukanie do drzwi.



========

Było dość dobrze? Było?
Mam nadzieję. A teraz stała część programu! Galeryja! =D (z takimś jakimś akcentem...)
Poświęcona (w stosunku do diabła to kiepskie słowo) Mefistofelesowi!


Temat, który stworzyłam w... lutym? Ta, w lutym. Nieco z opóźnieniem zrobiłam PV, ale to nic.
W sumie, Mef to fajny chłopak. Tak, nie?
Piosenka kierowana do osoby, która jeszcze nie ujawniła się w opowiadaniu. Ale będzie, za rozdziała czy dwa. Jak Elda i Kuuhaku się dogadają...
Przy okazji, tych piosenek tematycznych jest więcej, ale nie mam dostatecznie dużo weny, siły i ogółem nie nadążam z robieniem do nich filmów. No, niestety.
Zdradzę jeno tytuły.
Ryuu wo oikaketeita - temat Eldy
APPLEBOY - temat Kuuhaku (po tym rozdziale to chyba jest jasne)
The Child of the Garden - temat Silencio. Art i coś na wzór klipu zostało zrobione miesiące temu ale... nie wrzucam bo nie.


Wychodząca ostatnimi czasy nowa seria Sailor Moon ma kreskę bardziej odpowiadającą oryginałowi. Niestety, ale tak się już teraz nie rysuje. Sorki. I jeszcze większe niestety, bo to mnie zainspirowało. Boże święty, ta słodycz jest bolesna... Odbijmy sobie to jakoś!


Tak lepiej. Sto razy lepiej. I właśnie dlatego Mefisto nie powinien się uśmiechać.
Koniec, kropka.


A teraz coś całkiem z innej beczki! =D



uhhh ta dupka... =D

więcej na moim dA :3 (link po lewej, zgodnie z nowym szablonem. właśnie, widzicie? nowy szabloon! =D)